Covery – złe czy dobre?

Covery znanych kawałków, podobnie zresztą jak ich klubowe remiksy, to dla wielu ludzi, szczególnie tych bardziej ortodoksyjnie podchodzących do tematu muzyki coś złego, niegodnego uwagi, raczej potępienia. Uważają oni, że w ten łatwy sposób niektórzy usiłują wypromować siebie, korzystając z pracy kogoś innego. Dla innych zaś, cover to zupełnie inne, świeże spojrzenie na znany już temat muzyczny, wyciągnięcie na światło dzienne czegoś zupełnie nowego i do tej pory niedostrzegalnego, poza tym w każdej produkcji jej twórca daje coś od siebie. Dla każdego muzyka jest czymś innym, każdy odbiera ją inaczej, dlaczegóż by więc nie pozwolić innym artystom na przekazanie ogółowi własnego spojrzenia na konkretny kawałek? Kto powiedział, że oryginalne wykonanie to jedyne słuszne? Muzyka nie powinna być dzielona na lepszą i gorszą, bo nie da się obiektywnie zweryfikować i zmierzyć gdzie kończy się lepsze a zaczyna gorsze. Jeżeli tylko sam artysta, producent, nie stworzył danej wersji tylko po to, by zbić na niej w łatwy sposób kapitał, a rzeczywiście chciał przekazać coś od siebie, myślę, że powinniśmy łagodniej traktować tego typu pomysły.

Systemy mikrofonowe

Niemal żadna dobra impreza lub koncert nie mogą się obyć bez dobrej jakości systemu mikrofonowego szczególnie gdy w grę wchodzą duże przestrzenie takie jak hale czy stadiony (tak jak stronie firmowej niezbędne jest pozycjonowanie) – czy to do przechwytywania dźwięku instrumentów, na jakich gra zespół, głosów wokalistów, czy też odgłosów publiczności, którą często słychać na zapisach z tego typu wydarzeń. Oczywiście równie ważna, jeśli nie ważniejsza jest jego rola w procesie nagrywania utworów na płyty w studiu nagraniowym. Ogólnie można nagrywanie podzielić na dwa obszary – przechwytywanie dźwięków składających się na nagranie, oraz obrazowanie przestrzenne, czyli nagrywanie różnych odbić i elementów charakterystycznych dla danego pomieszczenia, by dany zapis brzmiał naturalnie i realistycznie. Można do tego celu zastosować nagranie dla wielokanałowego systemu, popularnie zwanego 5.1 lub dolby digital, które wymaga zastosowania kilku mikrofonów oraz różnych parametrów dla każdego z nich, w zależności od nagrywanego dźwięku. Dlatego prostszym wydaje się być zastosowanie jednego mikrofonu dla całości nagrania, które potem będzie najlepiej brzmiało odtwarzane na klasycznym, stereofonicznym systemie dźwiękowym.

Polskie gwiazdy cenione za granicą

Sytuacja jest przedziwna i do tej pory dla mnie niezrozumiała. W kraju słuchamy muzyki nijakiej, mało ambitnej, a co gorsza płynie ona do nas z każdego medium. Co większe stacje radiowe zamiast postawić na słowo, teatr wyobraźni i muzykę ambitną – tak jak to było dawniej – bezlitośnie katują słuchaczy powtarzającymi się co kilka godzin największymi przebojami, które wrzucone są na playliście. Jeszcze gorzej sytuacja ma się, jeśli chodzi o tak zwane telewizje muzyczne, a dokładniej rzecz biorąc o dwa główne i przodujące kanały. To już bowiem nie są telewizje muzyczne tylko ciąg dennych programów dla odmóżdżonego widza. Jeśli już jednak (w ramach przerwy) pojawi się jakaś piosenka, to z całą pewnością nie będzie ona wysokich lotów, a forma (wizualna) będzie górowała nad treścią (audio). Natomiast, gdy pojedzie się do Stanów Zjednoczonych lub Wielkiej Brytanii czy Niemiec i odwiedzi się sklep muzyczny z dumą można by rzec: TAK, JESTEM POLAKIEM! Stańko, Komeda, Możdżer lub Vader czy Behemoth. To są artyści oraz zespoły, które w Polsce nie należą do mainstream’owych, a zagranicą urosły do rangi przeogromnych ikon i gwiazd. Zawsze zachwycamy się tym, że w Stanach Zjednoczonych są tak cudowne gwiazdy, które tyle nagrywają i sprzedają, a u nas rynek podupada. Tak, podupada, bo jak widać polski słuchacz nie potrafi docenić tego, co ma nie tyle pod nosem, co pod uchem.

Śpiewać każdy może

Wśród nas Polaków cały czas panuje i nie słabnie jedno przeświadczenie. Otóż podobno na 10 Polaków dziewięciu jest muzycznie głuchych, a ten jeden, ostatni z całą pewnością niedosłyszy. Stwierdzeniu temu przeczy jednak wszechogarniająca ostatnio moda na karaoke czyli mówiąc w skrócie na towarzyskie konkursy pt. „Śpiewać każdy może”. Karaoke na początku swego istnienia w naszym nadwiślańskim kraju szturmem wzięło różnego rodzaju bale i lokale. Był to zabieg jak najbardziej trafiony, ponieważ polak jak pijany to szczęśliwy i odważny, a jak szczęśliwy i odważny, to zaczyna śpiewać, a czasem i grać na przeróżnych „adoptowanych” na tę chwilę rzeczach takich jak garnki czy szklanki, które robią za instrumenty perkusyjne. Z czasem jednak imprezy karaoke przeniosły się także do domów prywatnych dzięki programom takim jak Singstar na konsole PLAYSTATION bądź UltraStar na pecetach. Śpiewamy wszystko, przeważnie nierówno i bez zahamowań. Tłumaczy nas jedno. Skoro gwieździe takiego formatu jak Edyta Górniak mogło nie wyjść śpiewanie hymnu, to nam – zwykłym zjadaczom chleba – może nie wyjść śpiewanie kawałków pani Edyty. Nie należy się jednak spinać i martwić. Tu chodzi tylko o dobrą zabawę.